Formacja – dla mnie był to jednocześnie piękny i niesamowicie trudny czas.
Jakieś trzy miesiące przed rozpoczęciem formacji już nie mogłam się doczekać, kiedy przyjadę do Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego. Z opowieści trochę słyszałam, jak to wygląda, ale jednocześnie byłam bardzo ciekawa i chciałam przeżyć to sama. Nie mogę uwierzyć, że praktycznie cała formacja już za nami. Dla mnie osobiście był to czas rozwoju osobistego i duchowego. Bardzo dużo dostrzegłam i zrozumiałam odnośnie mojego pragnienia wyjazdu, jak i w kontekście wiary.
Było dla mnie trudne dostrzec swoje słabości, ale jednocześnie bardzo uwalniające nauczyć się wszystko powierzać Bogu.
Inaczej jest mówić o tym, a inaczej uwierzyć i rzeczywiście powierzyć Mu wszystko, na czym nam zależy. To w końcu i tak Jego wola i to On posyła nas na misję.
Niesamowite było to, jak z pozoru obcy ludzie, których widzimy pierwszy raz, mogą stać się dla nas naprawdę bliscy i ważni. Uwielbiam być w ich otoczeniu. Wszyscy chcą dla siebie jak najlepiej i każdy się wspiera. Brzmi to zbyt pięknie, ale to prawda.
Nauczyłam się współpracy, robiłam rzeczy, o których nawet bym nie pomyślała, że umiem i że jestem w nich dobra.
Na przykład występ w Jasełkach, które sami przygotowaliśmy… Nie dość, że śpiewałam, to jeszcze tańczyłam i nawet coś powiedziałam. Było to dla mnie nie do pomyślenia, że po moich ostatnich traumatycznych Jasełkach z przedszkola można przygotować coś tak fajnego i dobrze się przy tym bawić. Oczywiście bez wzajemnego wsparcia i współpracy nic by z tego nie było.
Gdy słuchałam doświadczeń osób, które wróciły już ze swoich misji, wyobrażałam sobie, czy właśnie tak będzie wyglądać moja misja.
Zbliża się już ten moment, kiedy kończymy formację i prędzej czy później każdy z nas wyjedzie na swój jedyny i niepowtarzalny wolontariat. Już nie mogę się doczekać!
Kalina Bik
uczestniczka formacji dla wolontariuszy misyjnych 2025/2026













