Po przyjeździe do Sudanu Płd. nie miałam wielkich oczekiwań, byłam gotowa zobaczyć to życie, biedę i chaos. Faktycznie komfort życia tutaj jest inny od tego, który do tej pory poznałam, ale widząc to na żywo nabiera to innego, wyjątkowego znaczenia.

Rzeczywistość tutaj jest piękna inaczej, bo wszystko tkwi w prostocie. Niby nie ma tu dużo, a jest wszystko co potrzeba. Market, kościół, klinika, szkoły i z tego co słyszałam to i nawet fajne kluby. Moją pierwszą myślą, gdy jechałam przez stolicę było “to jest to, Panie, to jest to”.

Minął dopiero tydzień odkąd jestem tutaj w Wau i jeszcze próbuję znaleźć swój cel. Niech taki krótki czas nie będzie zmyłką, bo z emocjami bywa różnie. Zwątpienie czy dam radę, radość, że tu jestem, ciągła próba zaufania i wdzięczność za tych ludzi, a te wszystkie emocje naprzemiennie się ze sobą plączą. Nasz widok dla większości jest ciekawy i interesujący. Wzrok z pod byka zamienia się w uśmiech i nieśmiałość po usłyszeniu “hello” albo “tamam” z naszej strony. Dzieci są śmiałe, nie krępują się, podchodzą przybić żółwika albo podać rękę, a te już bardziej przyzwyczajone się przytulają. Furorę robią włosy, nie tylko te na głowie, ale te na rękach też.

Fajnie jest obserwować te różnice, uczyć się tej mentalności, radzić sobie z trudnościami tutejszej codzienności i trudnościami w swojej głowie. To dopiero początek, a już tak dużo zdążyło się zadziać, oby nie minęło za szybko.

Alicja Klag
pracuje w Wau, w Sudanie Południowym