Pożegnania dla nikogo nie są łatwe, a w szczególności te, które dzieją się poza naszą kontrolą. Trudno mówi się o tęsknocie i to nie o tej, która wróci z nami do Polski, tylko o tej którą tu po sobie zostawiamy.

Tęsknota która powoduje brak zaufania do kolejnych wolontariuszy. Tęsknota przez którą trudno buduje się relacje z dziećmi. Tęsknota, która zostawia po sobie mnóstwo pytań bez zrozumiałych odpowiedzi. Nie ma dobrego sposobu, żeby pożegnać się na zawsze. Jak mam wytłumaczyć Peterowi, który obdarowuje mnie swoimi własnoręcznie robionymi figurkami z gliny, że nigdy więcej nie będę mogła być z niego dumna.

Jak mam wytłumaczyć Mosesowi, że nigdy więcej nie wygram z nim w koszykówkę.

Jak mam wytłumaczyć Juniorowi, że siedzenie na moich kolanach będzie już tylko  wspomnieniem. Jak mam wytłumaczyć Hellen, że nie będę przy niej jak dostanie się na swoje wymarzone studia medyczne. Jak mam wytłumaczyć mojej 1A, że poranne spóźnienia na zajęcia zmienią się w ostateczną nieobecność.

Za miesiąc będzie dzień, w którym “do zobaczenia jutro” zmieni się w ostatnie pożegnanie. Dzień, który nie jest trudny tylko dla nas wolontariuszy, ale też dla dzieci, którym pozwoliliśmy siebie pokochać. My wrócimy do swojego europejskiego życia, a one zostaną z pustką, która być może będzie jedyną rzeczą, którą po sobie zostawimy.

Ojcze, proszę opiekuj się swoimi dziećmi. Ty jedyny wiesz co jest dla nich najlepsze. Spraw, aby ból tęsknoty był dla nich łagodny.

Karolina Jagiełka
pracuje na misji w Mansie, w Zambii