Pracuję w stolicy Malawi – Lilongwe. Jest to ogromna placówka salezjańska, gdzie działa technical college, przedszkola, dwie szkoły podstawowe, prenowicjat, ogromne oratorium i projekt Sunshine – czyli moja misja.
Pomagam tam w opiece nad osobami z niepełnosprawnościami. Gałęzi tej pomocy jest wiele, gdyż państwo nie pomaga im w żadnym stopniu. Działa tu centrum rehabilitacji, zapewniana jest edukacja, fundowane są stypendia i bieżące potrzeby tych osób, które z racji chorób nie są w stanie podjąć się pracy.
Wraz z Klaudią i pracownikami Sunshine odwiedzamy niepełnosprawnych, aby zapewnić im indywidualny plan pomocy. Poznajemy także historię tych ludzi.
Pierwsza obserwacja jest taka, że wiele niepełnosprawności wynika z przebytych w wieku dziecięcym chorób tropikalnych, takich jak malaria czy żółta febra. Osoby, które nie korzystają z rehabilitacji w placówce jako powód wskazują zawsze problemy w przemieszczaniu się. Głównie jest to problem finansowy. Mama jednego chłopca na to pytanie odpowiedziała wprost „Nie mamy pieniędzy na jedzenie, więc na transport tym bardziej”.



Kolejna obserwacja dotyczy diagnostyki chorób. Zawsze pytamy rodziny o to, jak to się stało, że ta osoba jest niepełnosprawna i uzyskujemy bardzo ciekawe odpowiedzi.
Pewien pan ma niedowład jednej strony ciała, gdyż zapadł w śpiączkę i leżał na boku. Inna pani ma chorego psychicznie syna, bo ktoś rzucił na nią klątwę. Kolejna pani oślepła od brania jakiś tabletek. Wniosek z tych obserwacji sprowadza się to braku medycznej diagnostyki.
Sytuacja gospodarcza w Malawi wygląda następująco. Najniższa krajowa pensja to 160 zł. Kilogram mąki kosztuje 4 zł, chleb 6 zł tak samo jak litr diesla. Ceny przypominają zatem polskie realia. Zdarza się, że rodzice z braku pieniędzy nie karmią swoich dzieci. W całym kraju brakuje paliwa. Kolejki do stacji benzynowych ciągną się tak daleko, że nie widać końca. Taksówka kosztuje między 2-5 zł i niewiele osób na to stać. Przemieszczają się głównie pieszo.
Dieta jest bardzo monotonna również z przyczyn ekonomicznych. Jedna podopieczna projektu Sunshine zapytana o to czego potrzebuje, co mógł by zapewnić jej projekt odpowiedziała: mydło. Myślę, że to dobrze obrazuje sytuację materialną tych osób. Przerwy w dostawie wody i prądu są codziennością. Taki luksus pojawia się na parę godzin dziennie o losowej porze.



Moim zdaniem na misji jest także stworzenie strony internetowej placówki. Przeprowadzamy wywiady z osobami odpowiedzialnymi za poszczególne działalności salezjanów. Odwiedzając szkoły poznaliśmy realia malawijskiej edukacji. W szkole klasy potrafią liczyć 100 uczniów na których przypada jeden nauczyciel. Jak można się domyślić edukacja w takich warunkach może sprawiać trudności. W szczególności, iż w szkole przeważnie nie ma ławek czy książek. Setka dzieci, siedząca na betonie w klasie, w której nie ma prądu to obraz typowej lekcji w szkole. Za tym również stoi sytuacja ekonomiczna. Rząd nie ma pieniędzy na finansowanie budowy większej ilości klas, czy zatrudnienia większej liczby nauczycieli. Na ponad 5000 dzieci przypada mniej niż 10 toalet i jedna studnia będąca jedynym źródłem wody pitnej w szkole, a upały sięgają prawie 40°C. Zamyka się więc błędne koło. Brak solidnej edukacji nie przyczynia się do rozwoju państwa, a brak rozwoju to brak środków na infrastrukturę potrzebną do edukacji. Potrzeb na tej placówce jest tak wiele, że niemożliwym jest tego streszczenie.
Patrycja Grużewska
pracuje na misji w Lilongwe w Malawi












