Od 23 do 25 października 2026 r. w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym odbyło się kolejne spotkanie formacyjne. Dla grupy było to już drugie spotkanie, ale dla mnie, i dla kilku innych osób, pierwsze. Przyjeżdżałam więc z lekką tremą i ciekawością, co mnie czeka. Szybko okazało się, że nie było czego się bać.

W piątek po południu zaczęliśmy się zjeżdżać. Na dobry początek był różaniec, a potem kolacja – idealny moment, żeby zamienić pierwsze słowa z ludźmi, których wcześniej nie znałam. Wieczorem ks. Marek Gryn i Joanna Matuszek oficjalnie nas przywitali i opowiedzieli o kilku zasadach domu. Potem przyszła pora na integrację i trzeba przyznać, że Asia doskonale wie, jak zintegrować ludzi. Oficjalnie dzień zakończyliśmy modlitwą wieczorną i słówkiem na dobranoc od ks. Marka, ale nieoficjalnie – wcale nie. Rozmowy trwały do późna i chyba nikt nie spieszył się do łóżka.

Sobota zaczęła się Mszą Święta z jutrznią, którą odprawił ks. Michał Słojewski. Po śniadaniu i obowiązkowej kawie ks. Marek opowiedział nam o Salezjańskim Ośrodku Misyjnym – czym się zajmuje i jak działa. Asia przybliżyła, jak wygląda formacja i co nas czeka na kolejnych spotkaniach. Następnie wysłuchaliśmy konferencji ks. Michała poświęconej św. Janowi Bosko. Ks. Michał przybliżył nam postać założyciela salezjanów, jego życie i charyzmat, który do dziś stanowi fundament pracy salezjańskiej, także na misjach. Po obiedzie wyszliśmy na zewnątrz na integrację. Rozgrzewkę poprowadziła s. Justyna, a potem było już tylko weselej. Graliśmy w murarza (wszyscy przeżyli), rysowaliśmy swoje portrety, łapaliśmy cytrynę, a nawet przez chwilę byliśmy zamkami i księżniczkami. Nie pytajcie – trzeba było tam być. Później przenieśliśmy się do Afryki. Ewelina Paździor opowiadała o wolontariacie misyjnym w Zambii i Rwandzie, ale na tym się nie skończyło. Wieczorem w kawiarence przy herbacie i słodyczach siedzieliśmy z nią do późna, wsłuchani w jej historie z misji i chyba nikt nie miał ochoty iść spać. Po różańcu chodzonym i kolacji zebraliśmy się na adoracji Najświętszego Sakramentu, podczas której czytane były listy od wolontariuszy, którzy są teraz na misjach. To był bardzo poruszający moment. Słuchając ich słów, czuło się, że choć dzielą nas tysiące kilometrów, łączy nas ta sama modlitwa i to samo pragnienie służby. Pewnie niejedna osoba pomyślała wtedy, że może kiedyś to jej list będzie tu czytany. Adorację zakończyło słówko na dobranoc s. Marii.

Niedzielę rozpoczęliśmy Mszą Świętą, którą odprawił ks. Marek Gryn. Po śniadaniu Jędrzej Kozak przybliżył nam Peru i długoterminowy wolontariat misyjny w Limie. Pokazał też filmiki, dzięki którym mogliśmy choć trochę zobaczyć to miejsce na własne oczy. Po sobotniej podróży do Afryki tym razem przenieśliśmy się na zupełnie inny kontynent – do Ameryki Południowej. Ciekawie było zobaczyć, jak różnie może wyglądać misja, choć w obu przypadkach chodzi o to samo: o bycie z ludźmi i dla ludzi. Na zakończenie spotkania kilka słów skierował do nas ks. Dyrektor. Potem jeszcze wspólny obiad i ostatni punkt programu, czyli sprzątanie domu, które było znowu idealną szansą na integrację. W kuchni funkcję DJ-a przejęła Hania, a przy jej nutkach praca szła sama. Dom zostawiliśmy wysprzątany na błysk i wyjechaliśmy z czystym sumieniem.

Był to intensywny, ale bardzo dobry weekend. Modlitwa, konferencje i świadectwa wolontariuszy przeplatały się ze zwykłym byciem razem przy stole, przy kawie i przy sprzątaniu. Każdy mógł wyjechać z czymś dla siebie – kolejnymi przemyśleniami, nowymi znajomościami, inspiracją do dalszej drogi albo po prostu dobrymi wspomnieniami. Teraz z niecierpliwością czekamy na kolejne spotkanie.

Patrycja Jackiewicz
uczestniczka październikowego spotkania formacyjnego