Wszystko zaczęło się w niedzielę. O poranku oratorium Don Bosco w Fianarantsoa wypełniło się ludźmi. Odświętnie ubrani, z palmami w rękach przyszli uczcić wjazd Jezusa do Jerozolimy. Jak to na Madagaskarze – ze śpiewem na ustach i otwartym sercem.

W kolejnych dniach przyszedł czas na ostatnie przygotowania do świąt. Mam to szczęście, że mieszkam tuż obok kościoła, dlatego mogłam obserwować wspólne sprzątanie i strojenie świątyni. Za każdym razem zadziwia mnie jedność tych ludzi oraz ich troska o kościół jako wspólne dobro i odpowiedzialność.

Triduum Paschalne rozpoczęliśmy Mszą Świętą w Wielki Czwartek. Po niej kapłan przeniósł Najświętszy Sakrament do przygotowanej wcześniej ciemnicy. A potem były długie godziny modlitwy i uwielbienia – aż do nabożeństwa kolejnego dnia po południu. Co godzinę inna grupa parafialna czuwała przy Jezusie, by nawet na chwilę nie został sam.

W końcu nadeszło Nabożeństwo Męki Pańskiej. Ostatnia droga krzyżowa i cisza… cisza grobu, która trwała aż do rezurekcji w Wielką Sobotę.

Wigilia Paschalna była szczególnym momentem. Licznie rozpoczęliśmy ją w ciemności, którą stopniowo rozświetlały świece przyniesione przez wiernych – symbol Zmartwychwstania i światła, które daje nam Chrystus.

I coś, co chyba najbardziej zapadło mi w pamięć – chrzest i Pierwsza Komunia Święta katechumenów. Ogromna radość, bo Kościół znów się powiększył!

Zaledwie kilka godzin później, o świcie, świątynia ponownie napełniła się wiernymi. Wielu z nich przyszło w nowych, odświętnych ubraniach przygotowanych specjalnie na ten dzień.

Poranek Zmartwychwstania przynosi nadzieję. I choć życie na Madagaskarze nie jest łatwe, Jego zwycięstwo nad śmiercią daje im pokój.

Bo tutaj wyraźnie widać, że bogactwo nie zawsze jest tym, co widać na pierwszy rzut oka. Ludzie na Madagaskarze są bogaci, bo mają Boga, któremu ufają i w którego plan wierzą – nawet wtedy, gdy nie jest łatwo.

Karolina Ogórek
Pracuje na misji w Fianarantsoa, na Madagaskarze