Zakończyliśmy formację misyjną i właśnie rozpoczyna się długo wyczekiwany, a zarazem jeden z najpiękniejszych okresów w życiu naszych wolontariuszy.
Kilka słów o tym, jak wyglądał ten czas z mojej perspektywy, koordynatorki, która siedem lat temu postawiła swój pierwszy krok w Salezjańskim Ośrodku Misyjnym.
Miałam przyjemność prowadzić już trzecią formację i wiem jedno, każda jest inna. Tworzą ją ludzie, ich historie, doświadczenia i marzenia. Dlatego nie da się przygotować gotowego schematu, ani przewidzieć wszystkiego. Każda grupa wnosi coś wyjątkowego.
Patrzę na Was dzisiaj i trudno mi uwierzyć, że jeszcze dziewięć miesięcy temu po raz pierwszy przekraczaliście próg SOM-u. Przychodziliście z marzeniami, ale też z obawami, pytaniami i niepewnością. Najpiękniejsze jest jednak obserwowanie przemiany. Widzieć ludzi, którzy przychodzą nieśmiali i pełni wątpliwości, a po dziewięciu miesiącach są gotowi wyruszyć na drugi koniec świata. Widzieć, jak otwierają serca, budują relacje, uczą się słuchać, ufać i kochać.
Pamiętam pierwsze wrześniowe i październikowe spotkania, kiedy po raz pierwszy przekraczaliście próg SOMu, miejsca, które z czasem stało się dla Was drugim domem. Starałam się wtedy przywitać każdego i zamienić choć kilka słów. Doskonale pamiętam swój własny pierwszy krok w nieznane i jestem wdzięczna osobom, które wtedy przyjęły mnie z życzliwością. To był drobny gest, ale bardzo ważny. Potem przychodzi kolejne wyzwanie, nauczyć się wszystkich imion. Choć z roku na rok jest to coraz trudniejsze, wciąż uważam, że warto. Każdy chce czuć się zauważony, ważny i potrzebny.
Gdy ktoś pyta mnie o najpiękniejsze momenty formacji, zawsze odpowiadam tak samo – to możliwość zobaczenia Was na początku tej drogi, a później obserwowania, jak wiele się w Was zmieniło. Szczególnie bliskie mojemu sercu jest grudniowe spotkanie. Wtedy znamy się już lepiej, pierwsze lody są przełamane, a spędzamy czas jak rodzina. Dzielimy się opłatkiem, śpiewamy kolędy i po prostu jesteśmy razem. Ogromną wartość mają dla mnie także chwile adoracji. To czas ciszy i spokoju, kiedy każdy może stanąć przed Bogiem takim, jakim się jest, z radością, wdzięcznością, lękiem czy zmęczeniem. Uwielbiam również ten nieoficjalny czas między punktami programu, rozmowy o codzienności, wspólne planszówki, zabawy i mnóstwo śmiechu. To wtedy budują się relacje i rodzi się prawdziwe poczucie wspólnoty.
Doskonale wiem, ile czasu, wysiłku i zaangażowania kosztuje nas wszystkich formacja. Dlatego jednym z najpiękniejszych dni jest Posłanie, moment, który co roku porusza moje serce tak samo.
Widzę wtedy Was odświętnie ubranych, otoczonych rodziną i przyjaciółmi. Widzę dumę w oczach najbliższych. Trzymacie w dłoniach flagi krajów, do których za chwilę wyruszycie, aby nieść dobro i być żywym świadectwem. Przyjmujecie krzyż, znak naszego zbawienia i znak misji, którą podejmujecie.
I właśnie wtedy moje serce pęka z dumy.
Bo wiem, jaką drogę przeszliście. Widzę, ile serca włożyliście w ten czas. I chcę, żebyście wiedzieli jedno, jestem z Was ogromnie dumna!
Dziękuję, że mogłam być częścią Waszej pięknej historii. Dziękuję za każdy uśmiech, każdą rozmowę, każde świadectwo i każde wspólnie przeżyte spotkanie.
Kibicuję Wam najmocniej i jestem Waszą najwierniejszą fanką.
Lecicie spełniać marzenia.
Lecicie służyć.
Lecicie kochać. ❤️
Ps. Będzie dobrze!





