Lusaka, Zambia

Kiedy rano wychodzę z domu parafialnego, słońce wstaje tu bardzo szybko. W kilka minut robi się jasno i gorąco. Zanim zaczniemy Mszę, przed kościołem stoją już dzieci. Jedne przyszły z pobliskiej dzielnicy, inne szły ponad godzinę z jednej z naszych ośmiu stacji dojazdowych. W Lusace to normalne. Wielkie miasto, a obok asfaltu i centrów handlowych zaczynają się obszary, gdzie drogi są z czerwonej ziemi, a prąd i woda pojawiają się nieregularnie.

Parafia św. Matiasa Mulumby, którą prowadzimy jako salezjanie, jest właśnie w takim miejscu, na obrzeżach miasta, gdzie młodzi ludzie bardzo szybko muszą dorosnąć. Najbardziej widać to po dziewczętach. Wiele z nich kończy szkołę bardzo wcześnie. Nie dlatego, że nie chcą się uczyć. Po prostu życie je wyprzedza. Opieka nad młodszym rodzeństwem, praca dorywcza, czasem wczesne małżeństwo, a bardzo często ciąża. Do tego dochodzą uzależnienia, przemoc i ulica, która w Lusace bardzo łatwo staje się szkołą życia.

Dlatego postanowiliśmy zrobić coś bardzo prostego i jednocześnie bardzo konkretnego.
Zakładamy drużynę piłkarską dla dziewcząt do 18 roku życia. Dziś mamy już 28 zawodniczek. I powiem szczerze, one przyszły tu nie tylko pograć w piłkę.
One przyszły, żeby ktoś wreszcie na nie czekał.

Boisko przy parafii bardzo szybko stało się czymś więcej niż boiskiem. To miejsce, gdzie po treningu zostają jeszcze godzinami. Rozmawiają, odważają się pytać, opowiadają o domu, o problemach, o lękach. Czasem pierwszy raz w życiu ktoś je wysłuchał.

Sport działa tu inaczej niż w Europie.
Tu trening oznacza:
– że dziewczyna nie spędza popołudnia na ulicy,
– że ma powód, by wstać rano,
– że chce wrócić do szkoły,
– że zaczyna wierzyć, iż jej życie może wyglądać inaczej.

W Zambii piłka nożna jest czymś ogromnie ważnym. Dzieci znają wyniki europejskich lig, a wielu chłopców marzy o profesjonalnej grze. Dziewczęta dotąd nawet nie miały takiej przestrzeni. Kiedy pierwszy raz wyszły na boisko w jednakowych koszulkach widziałem w ich oczach coś, czego trudno opisać: poczucie godności.

Ten projekt nie jest więc tylko sportowy.
To projekt wychowawczy, dokładnie taki, o jakim mówił ksiądz Bosko, najpierw boisko, potem rozmowa, a dopiero potem katecheza.

Aby to mogło działać, potrzebujemy bardzo podstawowych rzeczy:

  • piłek, strojów, butów i siatek
  • wynagrodzenia dla trenera
  • transportu na mecze (dziewczęta często mieszkają kilka kilometrów dalej)
  • napojów i materiałów szkoleniowych
  • kosztów organizacyjnych

Naszym celem nie jest stworzenie mistrzyń ligi.
Naszym celem jest, żeby te dziewczyny nie zniknęły z życia społecznego zanim staną się dorosłe. Każda wpłata na Projekt 857 to dla naszych dziewczyn realna szansa, żeby jutro znów mogły wyjść na boisko.

Z serca dziękuję za każde wsparcie i pamięć modlitewną.
To nie jest tylko pomoc dla projektu.
To jest pomoc dla konkretnych dziewczyn, które codziennie przychodzą na boisko i pytają mnie:

„Proszę księdza czy trening dziś też będzie?”

Ksiądz Norbert Lesa SDB