Czy w misji jest coś nadzwyczajnego? Chyba nie. Zwykła codzienność, do której z czasem bardzo przywykłam. Nawet do tego, do czego może nie powinnam.
Ale tak to już jest, że niektóre sprawy trzeba puścić wolno i – no właśnie – dalej normalnie funkcjonować. Mimo, że bardzo bym chciała, by świat się na chwilę zatrzymał. Niestety, nie może tego zrobić. Pędzi dalej. A ja próbuję za nim nadążyć.
Jedna planeta, a jednak dwa światy. Odczuwam to szczególnie, gdy słucham o tym, co w Polsce. To już nie moje. I już trochę nie rozumiem. Jednocześnie wiem, jak trudno jest pojąć to, o czym mówię ja.
Powierzam to Jezusowi. Zresztą wszystkie inne sprawy też Mu oddaję. On to niesie. Jak na skrzydłach unosi się z tym ponad ziemią. A może wciąż tu jest i dźwiga to na swoich barkach? Przecież tak postąpił z krzyżem. Nie opuścił ludzi, gdy Go wyzywano. Pozostał wierny Ojcu, aż do końca.
Chcę być taka, jak On. Mieć serce takie, jak On. Kochać bezwarunkowo i być wierna danemu słowu – nawet wtedy, gdy czasem brakuje mi siły.
Każdego dnia kładę się spać z tymi myślami, mając w pamięci tych, których już nie widuję. Tych, wobec których komuś zabrakło miłości. Dziś mogę tylko słuchać od innych, co się z nimi teraz dzieje. I boli. Bardzo boli.
Mój Jezu, zaopiekuj się nimi. Tam, gdzie zabrakło ludzkiego dobra i wierności, bądź Ty sam. I kochaj tak, jak tylko Ty potrafisz.
Dziękuję. Za wszystko.
Karolina Ogórek
pracuje na misji w Fianarantsoa, na Madagaskarze













