„Kijów zamarza” – raportują w połowie stycznia polskie media. Dla śledzących na bieżąco sytuację w Ukrainie ta informacja nie jest zaskoczeniem. Od października Moskwa intensyfikowała ataki na infrastrukturę krytyczną. Kijów jest tu symbolem – brak prądu i ciepłej wody w ponadtrzymilionowej stolicy europejskiego kraju jest szokiem. W ciemnościach spowita jest jednak cała Ukraina, od Charkowa po Lwów. Ukraińcom niełatwo przychodzi przyznanie się do tego, że cierpią. Zahartowani wieloletnią wojną w pokorze znoszą kolejną lodowatą noc.
To była szybka decyzja. Trudno usiedzieć, oglądając obrazy miasta ogarniętego ciemnością. Granicę przekraczam 21 stycznia; w bagażniku – ciepła odzież, powerbanki, jedzenie. Dary od ludzi dobrego serca z Krakowa i Oświęcimia. Przez całą drogę zastanawiam się, co tak naprawdę zastanę na miejscu. W plecaku ogrzewacze chemiczne, ciepły zimowy śpiwór – ale czy to wystarczy? Prognoza pogody mówi o minus 20 stopniach.
Po drodze nocleg u żytomierskich salezjanów. I tu brakuje prądu – konieczne są zbiórki na paliwo do generatorów. „Sytuacja w Kijowie jest dramatyczna, uważaj” – słyszę na noc przed wyjazdem. Sen, modlitwa – pora ruszać.
Nigdy nie zapomnę widoku zdjęcia poległego żołnierza oświetlanego światłem świecy. Stoi w oknie mieszkania w bloku. W ciemnościach klatki schodowej niezdarnie wnoszę przywiezione dary. Mieszkanie rodziny zmarłego będzie odtąd przez kilka najbliższych dni moim domem.
Tego samego wieczoru udaję się na Majdan. Centralny plac Kijowa i pobliski Chreszczatyk wypełnia hałas generatorów prądotwórczych, od czasu do czasu przerywany dźwiękiem syren alarmowych. Bloki, ulice, domy i sklepy toną w ciemnościach. W tych ostatnich – poza wyjątkami, które mogą pozwolić sobie na własny generator – nie działają płatności kartą.
Jedynym źródłem energii, które pozostało, jest gaz. Stąd do ogrzewania mieszkań najczęściej służą… działające bez przerwy palniki kuchenek gazowych. Czasem prąd wraca – na godzinę, dwie. Najczęściej w środku nocy. Wtedy mieszkańcy Kijowa uruchamiają pralki, biorą prysznice. Towarzyszy temu czarny, wojenny humor: „Kiedy w mieszkaniu mamy światło? O siódmej rano, kiedy wschodzi słońce”.
Historia tych dni to historia niezłomności, współpracy i wdzięczności. Na każdym kroku słychać ukraińskie „dziękujemy, Polsko”. Wiadomości o tym, że Polska wysyła generatory, odbijają się szerokim echem. Mer Kijowa, Kliczko, z trudem tłumi wzruszenie. Po raz kolejny pokazujemy, że jak nikt inny rozumiemy cierpienie bliźniego. Tego Ukraina nie zapomni.
Na podkijowskim Cmentarzu Katyńskim w Bykowni zapalam znicz. Obok, przysypany śniegiem, wieniec – pamiątka po ostatniej wizycie polityków. Pora wracać. W drodze powrotnej noc zastaje mnie na wysokości obwodnicy Lwowa. Od tego momentu aż do granicy towarzyszy mi zupełna ciemność.
Relacja: Wojciech Maj, Fundacja Net On Wheels, www.netonwheels.org/pl
Zdjęcia: Wojciech Maj, Andrzej Rudiak






![Bliski Wschód: Modlitwa o pokój jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek [WIDEO]](https://misjesalezjanie.pl/wp-content/uploads/2025/03/Film_Ziemia-Swieta-2026-218x150.jpg)



