Zapraszam Was na dziecinną Drogę Krzyżową, bo taką znalazłem w moim sercu, jako że najwięcej czasu spędzam tu z dziećmi. Wyruszcie ze mną w tę podróż śladami małych stópek.

 

STACJA I – Pan Jezus na śmierć skazany

Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezus skazany na śmierć, niewinny, niesprawiedliwie osądzony.

Ja też doświadczam tu bycia niesprawiedliwe osądzonym. Jest tutaj pewna mała dziewczynka, za młoda jeszcze na szkołę, spędza czas na oratorium, bo jej mama jest tu pielęgniarką. Już pierwszego ranka przywitała mnie radośnie krzycząc “Bartek”, nie mam pojęcia kiedy zdążyła poznać moje imię. Zawsze mnie wita podobnym okrzykiem i uroczym uśmiechem. Są też bliźniaczki, które od początku patrzą na mnie zakochanym wzrokiem. Nie ma w tym sprawiedliwości, nie zrobiłem nic, żeby być obiektem tej miłości.

Bliźniaczki mają małego braciszka i kuzyna, obaj około roku. Oni z kolei, gdy tylko się do nich zbliżam, mają w oczach strach i zaczynają płakać. Z jednym z tych chłopców ostatnio mieliśmy chyba przełom. Długo się przyglądał jak rozmawiam z jego tatą, już bez strachu, a z uwagą. Myślał sobie może: “Skoro tata z nim rozmawia, to nie może być taki zły człowiek.”

My dorośli też mamy swoje preferencje i uprzedzenia, często ukryte gdzieś w podświadomości, oparte na wcześniejszych doświadczeniach, niekoniecznie z daną osobą, czasami z kimś podobnym.

Chciałbym i Was zaprosić do porzucenia swoich uprzedzeń odnośnie innych ludzi, z tego samego powodu: bo Tata z nimi rozmawia.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA II – Pan Jezus bierze krzyż na swe ramiona

Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezus bierze na swoje ramiona ciężar naszych grzechów. Bierze go z miłością, bo to miłość sprawia, że staje się on warty niesienia. Miłość działa podobnie i w naszym życiu – sprawia, że ciężkie staje się lekkie.

Idąc do Magone (domu dla chłopaków ulicy), mijam po drodze dwa szczególne podwórka. Szczególne, bo zazwyczaj bawią się na nich dzieci, które na mój widok podbiegają do mnie i zaczynają się wieszać na moich rękach. W pewnym momencie moje kroki stają się bardzo powolne i muszę uważnie je stawiać, żebyśmy się wszyscy nie przewrócili. Lecz mimo ciężaru fizycznego, bardzo lekki jest ten krzyż przez wzgląd na miłość.

Znacznie cięższym krzyżem dla nas, ludzi, bywają codzienne obowiązki, które z czasem stają się monotonne i coraz bardziej uciążliwe. Do tego stopnia, że możemy zapomnieć dlaczego je wykonujemy, stracić z oczu naszą pierwotną motywację i ulec zniechęceniu. Zachęcam Was, żeby w takich momentach uświadamiać sobie, że obowiązki to nie jest przymus, to jest decyzja, którą kiedyś podjęliśmy. A podjęliśmy ją z jakiegoś powodu. Myślę, że kiedy przyjrzymy się głębiej tym powodom, odkryjemy że nasza motywacja ostatecznie sprowadza się do miłości. Miłość sprawia, że krzyż staje się warty niesienia.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA III – Pan Jezus pierwszy raz upada pod krzyżem

Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezus upada pod ciężarem krzyża. Nawet Jemu się to zdarza. Pokazuje nam przez to, że upadać jest rzeczą ludzką.

Dziecięce upadki bywają różne. Niektóre są dosyć lekkie, dzieci szybko się po nich podnoszą i wracają do zabawy jakby nic się nie stało. Najlepsze co możemy dla nich zrobić w takiej sytuacji to zachować spokój i tym samym upewnić je, że nic złego ani nadzwyczajnego się nie stało, bo upadać jest rzeczą ludzką.

Nasz Tata nie panikuje kiedy upadamy, jest zawsze przy nas w takich momentach. W Nim możemy znaleźć pokój serca, wstać i kontynuować naszą drogę. “Mitsangana” to słowo, które oznacza wstawać, podnosić się, używa się go też w kontekście zmartwychwstania. Najczęściej akcentuje się w nim drugą sylabę. Ale kiedy akcent przeniesiemy na trzecią powstanie tryb rozkazujący: “Wstań!” “Mitsangàna!”

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA IV – Pan Jezus spotyka swoją Matkę

Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Nie wiem co czuł Jezus kiedy spotkał swoją matkę niosąc krzyż. Tym bardziej nie wyobrażam sobie co mogła czuć wtedy Maryja.

Wiem tylko jak ja się czuję kiedy moje “matki” martwią się o mnie. Moje “matki”, czyli kilka dziewczynek, około dziesięcioletnich, które się tu o mnie bardzo troszczą. Czasami dosłownie traktują mnie jak dziecko. Zastanawiałem się kiedyś dlaczego zawsze po wspólnym spacerze odprowadzają mnie do domu. Okazało się, że były przekonane, że sam nie trafię. Nawet jeśli droga do domu to jedna prosta ulica. Były bardzo zaskoczone kiedy pewnego razu powiedziałem, że wiem jak wrócić. Oprócz tego zawsze mogę liczyć na masaż pleców. Pilnują też, żebym za bardzo się nie przemęczał. Często pytając jak się czuję, a czasami widząc zmęczenie na mojej twarzy siłą ściągają inne dzieci z moich pleców, żebym chwilę odpoczął.

Z jednej strony czuję wtedy wielką troskę, ale jednocześnie chciałoby się powiedzieć: “(Mamo) nie martw się, dam radę.”, a Jezus mógłbym dodać: “Właśnie pełnię wolę Ojca.”

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.

STACJA V – Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi

Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezus nie dawał już rady, w miarę upływu jego sił, krzyż stawał się coraz cięższy. Ale Ojciec nie zostawił go samego, dał mu człowieka do pomocy. Ważne słowo w tym zdaniu to “pomoc”, ale jeszcze ważniejsze to “człowiek”. Pomoc fizyczna z pewnością bywa bardzo cenna, ale o wiele cenniejsza jest obecność.

Z tą stacją kojarzy mi się jedna mała dziewczynka. Lubię tu czasami pójść w nieznane. Pewnego razu, kiedy wracałem do domu nową drogą minąłem szkołę z której akurat wychodziły dzieci, szedłem dalej przez pole kiedy nagle dogoniła mnie jedna dziewczynka, zrównała swój krok z moim i złapała mnie za rękę. W tym całym wydarzeniu nie było słów, nie były potrzebne. Była tylko obecność. Szliśmy tak razem przez kolejne 15 minut, ciesząc się swoim cichym towarzystwem. Gdy doszliśmy do głównej drogi nasze ścieżki się rozeszły. W tej historii nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, a mimo to, jest to jedno z moich najpiękniejszych wspomnień tutaj. Tak wiele znaczy obecność.

Zastanówcie się, kogo Wy możecie obdarować takim niczym nadzwyczajnym.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA VI – Święta Weronika ociera twarz Panu Jezusowi

Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezus znowu doświadcza piękna ludzkiej obecności. Otarcie twarzy to tak niewielki gest, a jakże piękny wyraz troski. Wiem o czym mówię bo też go czasem tutaj doświadczam od swoich “mam”.

Oprócz “mam”, mam tu też babcię. Po szkole zdarza mi się spędzać czas wraz z małą grupką dzieci niedaleko domu w którym mieszkają dwie dziewczynki i wspomniany przy pierwszej stacji chłopiec. A po sąsiedzku mieszka ich babcia. Od czasu do czasu zaprasza mnie do środka, częstuje kawą, ciasteczkami, jakimś owocem. Trochę głupio mi przyjmować ten poczęstunek, ale z drugiej strony myślę, że odrzucenie go byłoby jeszcze bardziej nie na miejscu. Pociesza mnie fakt, że oprócz mnie, babcia częstuje też wszystkie inne dzieci, które są aktualnie z nami. To budujące i jednocześnie obnażające mój własny egoizm, że ludzie którzy sami nie mają wiele, chcą dzielić się tą odrobiną którą mają.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA VII – Pan Jezus drugi raz upada pod krzyżem

Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Drugi upadek Jezusa z pewnością był trudniejszy od pierwszego. To nie było potknięcie, to było totalne wyczerpanie. Czy doświadczyliście kiedyś takiego zmęczenia, że Wasze ciało odmówiło posłuszeństwa? Ja nie potrafię znaleźć takiego momentu w moim życiu.

Różne są dziecięce upadki. Te bardziej bolesne kończą się płaczem. Myślę, że i w tym przypadku najlepsze co możemy zrobić to otoczyć je spokojną obecnością. Może trochę bardziej cierpliwą i czułą. Najtrudniej jest o cierpliwość jeśli chodzi o nasze własne upadki, zwłaszcza te powtarzające się. Chcielibyśmy się pozbyć naszych słabości jak najszybciej, ale czasami to jest dłuższa droga. Najważniejsze, żeby się nie poddawać. A w razie upadku, jeszcze raz wstań! Mitsangàna!

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA VIII – Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty

Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

„Nie płaczcie nade mną, płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi.” Jezus mówi, że jego sytuacja nie jest powodem do łez. Owszem jest trudna, ale w ostateczności prowadzi do triumfu i radości.

Podobnie jest z naszymi trudnościami, często doprowadzają nas do łez, ale tak naprawdę nie wiemy dokąd mogą nas one zaprowadzić. Jakie dobro Bóg może z nich wyciągnąć. Najpiękniejszą postawą w takich chwilach jest wdzięczność. Jak pisze św. Paweł w liście do Tesaloniczan: „W każdym położeniu dziękujcie”.

W świecie najmłodszych nie brakuje powodów do łez: „on mnie uderzył”, „zgubiłam klapka i mama będzie zła”, „nie jesteś moim przyjacielem, bo nie dałeś mi kolorowanki,”, czy nawet: „on stoi za blisko mnie”. Ale w tym samym świecie droga od smutku do radości jest najkrótsza. Zachęcam Was, żebyście i Wy uczyli się jak najszybciej pokonywać drogę od smutku Waszego zmartwienia do radości zaufania Bogu. A moja ulubiona odpowiedź na “nie jesteś moim przyjacielem” to “ale Ty jesteś moim przyjacielem”.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA IX – Pan Jezus trzeci raz upada pod krzyżem

Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Parę lat temu wziąłem udział w Ekstremalnej Procesji Drogi Krzyżowej, to coś podobnego do Ekstremalnej Drogi Krzyżowej tylko idzie się razem wielką grupą. Na szczęście dla mojej ówczesnej kondycji, dystans też był trochę krótszy, ale na tyle długi że dał mi okazję doświadczyć jak to jest iść, kiedy opuściły mnie wszystkie siły, kiedy już nie myślę o bólu, a jedyne co sprawia, że stawiam kolejne kroki to siła woli i zaufanie Bogu, że mi tej siły wystarczy. Iść ze świadomością, że nie mogę się zatrzymać, bo jest zimno i jedyne co mnie ogrzewa to ruch. Wyobrażam sobie, że i Jezus doświadczył na swojej drodze takiego momentu, prawdopodobnie jeszcze przed pierwszy upadkiem, a każdy kolejny był jeszcze wyższym poziomem wyczerpania.

Dziecięce upadki bywają różne. Po niektórych zostają rany i blizny. Przeraził mnie kiedyś widok dziewczynki, jednej z wnuczek mojej babci. Widziałem ją zaledwie parę dni wcześniej, a nagle na jej twarzy pojawiło się mnóstwo strupów i opuchlizna przy oku. Bardzo jej współczułem, bo musiało to być bolesne doświadczenie, nadal było widać na jej twarzy ból, ale wymieszany z radością spotkania. Do tej pory ma na twarzy pamiątkę po tym upadku. Ale ani trochę nie ujmuje to jej uroku. Dzieci tutaj ogólnie mają dużo blizn, często też chodzą w brudnych ubraniach, ale mam wrażenie, że przez to mniejszą wagę przywiązują do czyjegoś wyglądu, a bardziej wpatrują się wzajemnie w swoje serca. To kolejna lekcja dla nas.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA X –  Pan Jezus z szat obnażony

Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Obnażony Jezus, wszystkie jego rany wystawione na widok publiczny.

To jest moja stacja. Madagaskar mnie obnażył, odkrył przede mną moje rany i słabości. Stoję sobie teraz, patrzę na mój krzyż i nie jestem jeszcze gotowy na nim zawisnąć. Wiem dobrze co powinienem w sobie zmienić, co mi nie służy, ale nie jestem jeszcze gotowy umierać. Zrezygnować z siebie. Zrezygnować ze swoich zachcianek. I mimo, że podjąłem już decyzję, że spróbuję, że zaufam Bogu, bo wiem, że jest przy mnie na tej drodze, to jednak jest to decyzja, którą po każdym upadku trzeba podejmować na nowo.

Wiem co jest po drugiej stronie tego krzyża. Mówi o tym piękna piosenka pt. Convertio zespołu Apokryfy opowiadająca historię św. Franciszka: “Gorzkie stanie się słodkie, a słodkie stanie się gorzkie.”

Idealnie podsumowuje to wszystko fraszka napisana przez Jana Sztaudyngera, na którą ostatnio trafiłem:

“Samolubstwo”
Szczęście mnie mija,
Bo wciąż: “mnie”, “mi”, “ja”.

Dzieci też potrafią mnie tu obnażyć. Bo w ogóle nie krępują się mówić mi prawdy o moim wyglądzie. Że jestem duży, że mam piersi jak kobieta, że mam długi nos, albo zadają pytania typu “Ile łyżek ryżu jesz na obiad?” zazwyczaj nie ma w tym żadnej złośliwości, są tylko spostrzeżenia i ciekawość. A najlepsze jest to, że jak już powiedzą mi to wszystko to nadal mnie kochają. To bardzo mocny przekaz.

Wyobraźcie sobie, że ktoś podchodzi do Was, mówi Wam w twarz całą prawdę o Was, wszystkie rzeczy, które uważacie za swoje wady, wszystko czego się wstydzicie, a kończy słowami “Kocham Cię, jesteś pięknym człowiekiem, cieszę się, że Cię stworzyłem.” Tak to o Nim mówię. Bóg chce Ci to wszystko powiedzieć, tylko daj mu dojść do głosu, daj mu się obnażyć. Zrezygnuj ze swojej prawdy o sobie. Zadaj sobie pytanie czy chcesz Go wysłuchać, czy chcesz wiedzieć lepiej.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA XI – Pan Jezus do krzyża przybity

Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezus z krzyża daje nam lekcję wybaczania mówiąc: “Ojcze przebacz im bo nie wiedzą co czynią.” oraz “Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju.”

Jest tutaj pewien chłopiec nazwijmy go Dyzma, bo to łobuz, ale dobry. Łobuz bo często zaczepia inne dzieci, czasami coś im zabierze i muszą za nim ganiać, potrafi też podbiec i uderzyć którąś dziewczynkę mocno w głowę, doprowadzając ją tym do łez. Dobry, bo wierzę, że robi to wszystko z samotności, bo jeśli ktoś go goni, ktoś na niego krzyczy, ktoś chce mu oddać i też go uderzyć to znaczy, że poświęca mu uwagę. Przez dłuższy czas nie wiedziałem jak reagować na jego ataki. Trudne było też poczucie, że nie potrafię obronić swoich przyjaciół, bo Dyzma zawsze znajdzie jakiś moment nieuwagi. Bolało mnie, że krzywdzi też siebie, że tym co robi skazuje się na jeszcze większą samotność. A najbardziej bolał mnie widok jak w oczach atakowanych dzieci gaśnie miłość i pojawia się nienawiść.

Jedyne pomysły jakie przychodziły mi do głowy kiedy dokuczał innym dzieciom to albo go unieruchomić, albo odizolować się od niego całą grupą i zostawić go samego. Pierwszy pomysł wydawał mi się za bardzo siłowy. Drugi zbyt okrutny, bo był dokładnym przeciwieństwem tego czego chłopak potrzebuje.

Z pomocą przyszły mi Wielkopostne rozważania, które skupiają się na książce Fiodora Dostojewskiego “Bracia Karamazow”. Występuje w niej postać wielkiego inkwizytora, który staje naprzeciw Jezusa i rozlicza go z całej niesprawiedliwości tego świata. Jest w nim dużo żalu, oczekuje jakiejś odpowiedzi, wyjaśnienia. Jezus nie broni się, nie tłumaczy odpowiada jednym gestem, pocałunkiem w usta. Uświadomiłem sobie, że to właśnie czułość będzie najlepszą odpowiedzią. Postanowiłem, że skoro Dyzma szuka uwagi to dam mu uwagę, ale nie taką jakiej szuka, tylko taką jakiej potrzebuje. Wracając pewnego razu z lekcji mijałem grupę chłopców i poczułem ból z tyłu głowy. Dyzma rzucił we mnie małymi kamykami, odwróciłem się do niego i pokazałem ręką, żeby do mnie podszedł. Nie podszedł, więc ruszyłem dalej i znów poczułem, ból tym razem oberwałem z pięści w ramię. Znów pomachałem mu żeby podszedł, ale znów stał z daleka. W momencie kiedy odwracałem się, żeby kontynuować drogę zawołał mnie inny z chłopców, złapał Dyzmę, żeby wydać go w moje ręce. Podszedłem do niego, złapałem go za głowę i pocałowałem w czoło. Bardzo wtedy poczułem, że to jest właśnie ta odpowiedź, której szukałem. Na pewno była ona zaskoczeniem dla Dyzmy i innych chłopców spodziewających się, że wymierzę mu jakąś karę. Od tamtej pory małych łobuzów staram się przytulać i całować. Na myśl przychodzą mi słowa ze snu ks. Bosko: “Nie biciem, ale łagodnością i miłością masz pozyskać tych swoich przyjaciół.”

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA XII – Pan Jezus umiera na krzyżu

Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Jezus oddał ludziom swoje szaty, dał nam swoją Matkę, dał nam swoje życie. Swoje Ciało i swoją Krew.

Mamy tu do dyspozycji drukarkę, więc ostatnio staram się raz w tygodniu rozdawać dzieciom kolorowanki. To bardzo trudne zadanie, bo dzieci jest mnóstwo i ciężko mi zapamiętać, komu już dałem, a komu jeszcze nie. One oczywiście upierają się, że jeszcze nie dostały. A wszystko dzieje się w wielkim chaosie.

Jedna dziewczynka zawsze prosi mnie, żeby dać jej więcej, nie dwie tylko sześć. Ma imię, które bardzo do niej pasuje, dosłownie znaczy “bogactwo”. I rzeczywiście jest takim skarbem, bo ona nie chce tych dodatkowych kolorowanek dla siebie. Ona rozdaje je innym: dzieciom ze swojego sąsiedztwa, dzieciom z drugiej szkoły, do której chodzi. Często później kiedy idziemy gdzieś razem pokazuje mi komu je dała. Ze wszystkich moich “mam”, to ona jest najbardziej troskliwa.

Ostatnio i ja dostałem kolorowankę, znalazłem ją w plecaku, już pomalowaną, podpisaną przez dziewczynkę, która bardzo lubi spędzać czas w moich ramionach. Zaskoczył mnie ten prezent i bardzo rozczulił.

Prosimy Cię Jezu, naucz nas, idąc za Twoim przykładem, dawać siebie innym.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA XIII – Pan Jezus zdjęty z krzyża

Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Koniec, martwe ciało Jezusa zdjęte z krzyża. Miało być inaczej, miał wybawić naród wybrany. Uczniowie mieli swój pomysł na to jak miał tego dokonać. Nie spodziewali się, że Jezus przyniesie nam zbawienie przez swoją śmierć. Nie chcieli nawet słuchać, mimo że wprost o tym wspominał jeszcze za życia. Dla nich śmierć Jezusa to koniec. Z ich oczekiwań wynikło tylko rozczarowanie.

A my? Jakie mamy oczekiwania? Gdzie Bóg nas rozczarowuje? Są sytuacje w życiu kiedy chcielibyśmy powtórzyć za uczniami zmierzającymi do Emaus “A myśmy się spodziewali …”

W chwilach kiedy Bóg nie działa zgodnie z naszymi oczekiwaniami, kiedy tracimy Go z oczu mamy dwie drogi. Pięknie je obrazują dwaj chłopcy, których tutaj spotkałem. Pierwszy to dwulatek, który przychodzi tu dwa razy w tygodniu ze swoją siostrą i siedemdziesiątką innych dzieci z najbiedniejszych rodzin, żeby dostać coś do jedzenia i kubeczek mleka. Gdy tylko jego siostra oddali się na pięć kroków, on zaczyna głośno płakać. Tak jakby myślał sobie: “To koniec, zostałem sam, nie ma już dla mnie nadziei.”

Drugi chłopiec to dziesięciolatek. W godzinach szczytu busy jeżdżące po mieście robią się strasznie zatłoczone. To zaskakujące jak dużo ludzi może się w takim busie zmieścić. Jedynie z przodu, niedaleko kierowcy jest wtedy trochę więcej miejsca. W takich momentach, kiedy do busa chce wsiąść rodzic z dzieckiem, dziecko daje do przodu, a sam idzie cisnąć się z tyłu ze wszystkimi. Bardzo mi zaimponował spokój pewnego dziesięciolatka kiedy pierwszy raz zaobserwowałem tę sytuację. Tata wsadził go do środka, zamknął drzwi i zniknął mu z oczu. Ale chłopiec wie, że tata jest niedaleko, nawet jeśli go nie widzi. Nie ma żadnych wątpliwości, że po niego wróci kiedy przyjdzie czas. Wie komu zaufał.

Którym z tych chłopców jesteście kiedy tracicie Boga z oczu? Kiedy wydaje się nieobecny w Waszym życiu, bo Jego wola mija się z Waszymi oczekiwaniami. Czy potraficie Mu wtedy zaufać i czekać cierpliwie, aż Tata wróci i zabierze Was w dalszą drogę?

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

STACJA XIV – Pan Jezus do grobu złożony

Kłaniamy Ci się Panie Jezu i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż i mękę Swoją świat odkupić raczył.

Ciało Jezusa złożone do grobu, oddzielone od świata wielkim głazem.

Powoli, ale nieuchronnie i ja zbliżam się do swojego grobu, kiedy to jakaś część mojego serca zostanie oddzielona od całego swojego świata wielkim głazem jakim jest nasza planeta. Nastanie w niej ciemność i cisza. Mówię tu o powrocie do Polski i zostawieniu za sobą wszystkich poznanych tu ludzi, zwłaszcza moich najlepszych przyjaciół i nauczycieli, czyli dzieci. Jezus wyszedł z grobu trzeciego dnia. Myślę, że w moim przypadku będą to trzy lata. Bo mam plan, żeby tu wrócić ze swoją żoną, której jeszcze nie znam i przedstawić jej moich małych przyjaciół, którzy mieli tak wielki wpływ na moje życie i nauczyli mnie tak wiele o miłości. Dlatego zapamiętuje miejsca, w których będę ich kiedyś szukał. Wiem, że ten plan może być trudny do zrealizowania, ale nie martwię się tym, bo ufam Bogu. Ale ufam mu nie w takim sensie, że wierzę, że spełni moje marzenie. Ufam mu, że wypełni się Jego plan na moje życie, a nie mój. I że to będzie najlepszym co może mnie w życiu spotkać. Bo takiego właśnie zaufania On uczy mnie tutaj.

Nie wiem jeszcze jak będzie wyglądać moje życie po powrocie do Polski, bardzo żałuję też, że nie będę mógł obserwować jak dorastają moje dzieci. Ale w tym wszystkim też najlepsze co mogę zrobić to zaufać i pamiętać w modlitwie.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

Bartłomiej Strukowski
pracuje na misji na Madagaskarze