Nasza placówka położona jest na samym północy Zambii. Działamy tu w dużej wiosce Kazembe. Wiele osób, które do nas dociera mówi nam, że jesteśmy na końcu świata. Coś w tym jest, bo godzinę drogi na północ od nas kończy się asfalt. Drogi dojazdowe są w opłakanym stanie, a dystanse są duże.
CHARYZMAT KS. BOSKO W ZAMBII – MŁODOŚĆ W CENTRUM UWAGI
Ksiądz Bosko chciał by salezjanie działali z dziećmi i młodzieżą, szczególnie tą ubogą. Tu się to dzieje każdego dnia. Nasza prowincja ma najniższą średnią wieku ludzi w całym kraju – 16 lat. Bezrobocie jest najwyższe w całym kraju. Z racji tego, że jesteśmy na terenach rolniczych i wiejskich dzieci poza szkołą nie mają tu wiele opcji na spędzanie swojego czasu wolnego. Każdego dnia do naszego Oratorium – świetlicy dla dzieci i młodzieży przychodzi około 150 osób. Wczesnym południem są to dzieci, które przychodzą by pograć w piłkę nożną, koszykówkę i siatkówkę. Mają też często warsztaty plastyczne oraz różne gry i zabawy. Później dołączają do nich starsi a pod wieczór młodzież „15+”, która u nas odrabia swoje lekcje, bo w domu często nie ma stołów i światła. W ciągu roku organizujemy dla dzieci i młodzieży także wydarzenia specjalne: dwutygodniowe półkolonie w kwietniu, sierpniu i grudniu; weekendowe spotkania dla młodzieży, warsztaty psychologiczne, wycieczki nad jeziora i wodospady, wyprawy kajakowe. Setkę młodych ludzi wspomagamy w edukacji w ramach programu Adopcji na Odległość. Nieraz dorośli z parafii mówią nam, że robimy tu dobrą robotę tylko po co wiecznie latamy z tymi dziećmi i wokół nich.


HISTORIE, KTÓRE DAJĄ NADZIEJĘ
Jeżeli chodzi o historie osób, którym obecność salezjanów tu pomogła to podzielę się dwoma. Pierwsza dotyczy dziś już prawie 30-letniego Ernesta. W Oratorium już jako kilkunastoletni chłopak dał się poznać jako dobry lider. Z tego względu i z racji na to, że było widać, że dobrze radzi sobie z językiem angielskim został zauważony przez ks. Sławomira Bartodzieja, który najpierw wysłał go do dobrej średniej szkoły, a potem do nauczycielskiego Collegu. Dziś Ernest pracuje jako nauczyciel matematyki w jednej z najlepszych szkół dla dziewczyn w naszej prowincji.
Druga historia dotyczy młodego mężczyzny o imieniu Geoffrey. Trafił do naszej stolarskiej szkoły zawodowej z okolic Serenje czyli prawie 550 km stąd. Przez dwa lata bycia w szkole dał się poznać jako dobry przewodniczący klasy i osoba wyróżniająca się w umiejętnościach stolarskich. Podczas gdy inni najlepsi uczniowie na zakończenie roku otrzymali skrzynki z narzędziami mu zostało zaproponowane zatrudnienie u nas na produkcji: tworzenie ławek, drzwi i łóżek. Wiele wskazuje na to, że po trzech miesiącach próbnych zostanie zatrudniony na stałe na umowie o pracę z dobrym miesięcznym wynagrodzeniem, co w naszej prowincji wciąż jest rzadkością.
Ks. Jacek Garus
misjonarz w Kazembe, Zambia






