Słowo dane dziadkowi

Jestem uczniem 1 klasy mechaniki Instytutu Technicznego. Tata zmarł wiele lat temu. Mieszkałem z mamą, która opiekowała się mną od urodzenia i chciała, żebym się uczył i był zdrowy. Pracuje jako sprzedawczyni w barze. W ten sposób zarabia na nasze utrzymanie. Mam jeszcze starszego brata, który już pracuje. Moja edukacja w szkole podstawowej nie była udana – trzy razy powtarzałem klasę, co mnie zniechęciło. Dzięki dziadkowi, który był dla mnie jak ojciec, zmieniłem się. Tuż przed śmiercią powiedział, że aby zostać mądrym i szanowanym w społeczeństwie, muszę być pilnym uczniem. To on dał mi siłę i odwagę do przezwyciężania trudności. Obiecałem dziadkowi, że pomimo ubóstwa będę kontynuował naukę. Dziękuję Bogu, że na mojej drodze stanęli dobrzy ludzie, którzy przez Adopcję na Odległość finansują mi szkołę. Mamy dalszych krewnych, ale wśród nich panuje niewyobrażalna zazdrość, więc odpowiedzialność za mnie i brata spoczywała wyłącznie na mojej matce. Teraz mieszkamy we trójkę w wynajmowanym pokoju. Wdzięczny Romuald

Mechanika na przekór tragedii

Wychowana w kochającej się rodzinie mama Ngningni poznała młodego miłego mężczyznę. Po dwóch latach narzeczeństwa w 2005 r. pobrali się. Dwa lata później przyszła na świat ich pierwsza córka. Byli niezmiernie szczęśliwi z tego powodu. W 2009 r. mama urodziła mnie – zdrową i silną. Ojciec starał się utrzymać rodzinę. Niewielkimi środkami, które zarabiał, zaspokajał nasze potrzeby i robił wszystko, aby ani mamie, ani nam nie brakło na jedzenie i ubranie. Lata mijały, rosłyśmy otoczone troską i miłością rodziców. Pewnego dnia wszystko to się skończyło – starsza siostra zmarła nagle. Zapadła cisza, zniknęły uśmiechy, łzy płynęły z oczu rodziców. Mama jednak pozostała silna. Ból stopniowo ustępował, powracały rozmowy, nawet zaczęliśmy się śmiać. Wtedy przyszło kolejne doświadczenie. Tata uległ bardzo poważnemu wypadkowi. W wyniku rozległych obrażeń zmarł kilka dni później. Straciłam kolejną osobę bliską sercu. Czułam się, jakby niebo (a może ziemia) spadło mi na głowę. Miałam niespełna siedem lat. Mama została bez środków do życia z trójką małych dzieci (mam dwie młodsze siostry). Musiała się zadłużyć, by zorganizować pogrzeb w wiosce. Potem wyjechałyśmy do dziadków w Ebolowej. Powolutku wszystko zaczęło wracać do normy. Babcia z dziadkiem opiekowali się nami, mama pracowała. Kilka lat temu wyszła powtórnie za mąż i urodziła dwoje dzieci. Tak więc ma nas pięcioro. Prowadzimy spokojne życie. Ojczym traktuje mnie dobrze. Osobą, która najbardziej motywuje mnie do nauki, jest mama. Chciałabym zapewnić jej spokojną starość, a rodzeństwu lepsze życie, ponieważ wszyscy cierpią z powodu ubóstwa. Zawsze będę wdzięczna Wam, którzy mnie wspieracie. Nie mam prawa do błędu i nie pozwolę nikomu przeszkodzić mi w osiągnięciu celów. Mam na imię Christelle, uczęszczam do drugiej klasy o kierunku mechanika samochodowa.

Samodzielność dzięki snycerstwu

Do Opiekunów Adopcyjnych w Polsce. Z radością się Państwu przedstawiam. Mam na imię Joseph Jordan, uczę się stolarstwa i snycerstwa. Rodzice, Samuel i Bella, mieli trzy córki i trzech synów, z których jestem najmłodszy. Pobrali się dopiero w 2014 roku. Trzy lata później tata zachorował na marskość wątroby, która doprowadziła go do śmierci w 2018 roku. Od tego czasu życie stało się wyzwaniem, ponieważ mama została bez pracy. To skłoniło mnie do przeprowadzki do miasta i zamieszkania u starszej siostry. Dzięki pomocy salezjanów mogę kontynuować naukę i nie być obciążeniem dla mamy. Głęboko wierzę, że dzięki wykształceniu będę stabilny finansowo, założę rodzinę. Bardzo dziękuję za regularne wsparcie.

Szkoła jako ratunek dla matki

Pochodzę z niezbyt zamożnej rodziny z dwójką dzieci (mam starszego brata). Gdy miałam sześć miesięcy odeszła mama. Tata często wyjeżdżał, ale bardzo się nami opiekował do dnia, w którym przyprowadził do domu nową kobietę, by z nią rozpocząć życie. Zaczęły się lata udręki. Macocha nie biła nas, ale wszystkie zarobione przez tatę pieniądze przechodziły przez jej ręce. Kiedyś zdecydowała, że nie będzie płacić za naszą szkołę. Pomimo wielu apeli ze strony nauczycieli (że jesteśmy zdolni i warto zainwestować w nasze kształcenie) nie tylko nie zmieniła zdania, ale wyrzuciła nas z domu. Najsmutniejsze było to, że ojciec stał i patrzył na wszystko, nie mówiąc ani słowa. Zamieszkałam u ciotki, która zmusiła mnie do zaaranżowanego małżeństwa, mimo że miałam zaledwie 14 lat. Z tego związku urodziłam córeczkę. To był dla mnie okropny czas. Nie wytrzymałam i uciekłam. Odnalazłam mamę, zostałam u niej. Opiekowałam się córką i chodziłam do szkoły. Potem poznałam ojca mojej drugiej córki. Życie zaczęło się lepiej układać. Radziliśmy sobie, a mąż po znalezieniu stałej pracy zdecydował, że przeprowadzimy się do jego rodzinnego miasta. Kolejny cios. Odszedł bez podania przyczyny. Z dwójką dzieci byłam bezsilna i bezdomna. Wtedy powierzyłam wszystko naszemu Stwórcy. Znaleźli się salezjanie. Podbudowali duchowo, pomogli materialnie. Ksiądz Kevin zapisał mnie do Adopcji na Odległość – wznowiłam szkołę zdeterminowana do nauki bardziej niż kiedykolwiek. Dla chwały Boga, przyszłości moich dzieci, dla Państwa, którzy dzielicie się ciężko wypracowanymi pieniędzmi, obiecuję się nie poddawać. Oby wszystko, co dotychczas przeszłam, stało się wspomnieniem, lekcją dla mnie i dla wszystkich, którzy doświadczają podobnych trudności. Ojcze Kevinie, Szanowni Opiekunowie, dziękuję, że mnie nie zostawiliście. Pauline

Wejdź na stronę misjesalezjanie.pl/adopcja-na-odleglosc/ wypełnij deklarację i zostań Opiekunem Adopcyjnym!