Dążenie do świętości rozpoczyna się od wchodzenia w obecność Bożą. Każdy z nas żyjąc w Duchu Świętym, odkrywa Jego dary i charyzmaty. W ten sposób rozrasta się w nas i promieniuje na otoczenie Boża miłość. Niestety Szatan robi wszystko, aby do tego nie doszło.

Zniechęcenie jest jednym z większych i często przez niego prowokowanym zagrożeniem w życiu duchowym. Dlaczego nic albo niewiele zmienia się w naszym życiu po spowiedziach, po postanowieniach wielkopostnych, po rekolekcjach, po tzw. zrywach duchowych? Takie myślenie prowadzi do zniechęcenia. Zdaniem św. Franciszka Salezego zniechęcanie się z powodu powtarzających się grzechów jest pierwszą przegraną bitwą w walce o naszą poprawę. Zamiast zniechęcać się, pokładajmy pełną ufność w łaskę Bożą.

Święty daje prostą radę: trzeba poznać swoją grzeszność i przyznać się do niej. Poznanie własnej grzeszności i nędzy oraz uświadomienie ich sobie, jest jednym z największych zadań człowieka na drodze rozwoju życia duchowego. Dla człowieka pysznego przyznanie się do popełnionego grzechu i winy jest prawie niemożliwe. Na ile jest w nas miłości własnej (egoistycznej) – na tyle jest i zniechęcenia; na ile pokory – na tyle siły do przezwyciężenia zniechęcenia.

Czuwajmy w każdym momencie, bo „nie trzeba bynajmniej dziwić się temu, że zawsze odkrywamy w sobie miłość własną, gdyż ona stale tkwi w nas. Czasami śpi jak lis, aż zrywa się znienacka i rzuca na kury. Toteż trzeba czuwać nad nią stale i powoli starać się cierpliwie jej pozbywać” (Lettres, s. 409).

Często zniechęcamy się, bo nie widzimy poprawy. Po raz kolejny upadamy i znowu nie udaje się nam wypełnić postanowienia. Dlatego biskup genewski pisze: „Nie dziw się temu, że nie dostrzegasz wiele postępu ani w swych sprawach doczesnych, ani duchowych. (…) Bóg tajemnicą swej Opatrzności osłonił znak pory, w której zamierza cię wysłuchać, i sposób, w jaki cię wysłucha” (Lettres, s. 415). Stąd ważne jest dla chrześcijan, aby zdać się na wolę Bożą i całkowicie Jemu zaufać oraz trwać w oddaniu się Mu.

Pamiętajmy słowa św. Franciszka Salezego do Filotei: „Oczyszczenie i uzdrowienie zwyczajne, tak ciała jak i duszy, przychodzi tylko stopniowo, z niemałym trudem i dopiero z czasem” (Filotea, s. 30). Z tego powodu zrozumiałe jest podejście tego świętego do dzieła stworzenia człowieka i naszej natury. „Chcielibyśmy również być wolni od wielu niedoskonałości. Ależ, córko droga, musimy się z tym pogodzić, że mamy naturę ludzką, nie anielską. Nasze niedoskonałości nie powinny nam się podobać, ale również nie powinny nas ani dziwić, ani pozbawiać odwagi, powinny nas tylko skłaniać do uległości, pokory i nieufności względem samych siebie, nigdy zaś do zniechęcenia, zasmucenia, a tym bardziej do nieufności w miłość Bożą do nas” (Lettres, s. 433).

Wszyscy grzeszymy. Nie ma w tym nic dziwnego, ale nie możemy godzić się na grzech, ani w nim trwać. Gorsze od grzechu jest przekonanie, że już jesteśmy doskonali, czyli nie grzeszymy lub sami sobie z grzechem poradzimy. Św. Franciszek Salezy, rozczytany w ówczesnym bestsellerze duchowości, napisanym przez Wawrzyńca Scupoli, powtarza, że dążenie do świętości jest „walką duchową”. Dlatego zwraca się do duszy, która pragnie doskonałości: „Niech więc nie trwożą nas nasze niedoskonałości, bo doskonałość polega właśnie na tym, by przeciw niedoskonałościom walczyć. A jak byśmy mogli z nimi walczyć, gdybyśmy ich nie widzieli; jak zwyciężać, gdybyśmy się z nimi nigdy nie spotkali? Zwycięstwo nasze nie w tym jest, żeby niedoskonałości nie odczuwać, lecz w tym, żeby na nie w ogóle nie zezwalać, to zaś że je odczuwamy, nie znaczy, że na nie zezwalamy. Wręcz przeciwnie, zdrowo jest dla naszej pokory ponieść niekiedy z ich strony uszczerbek w tej walce duchowej, w której jednak nigdy nie możemy zostać zwyciężeni, póki nie stracimy życia duszy albo odwagi” (Filotea, s. 31). Czasami potrzeba więcej, a czasami mniej czasu na wejście na drogę świętości, ale ważna jest nasza wytrwałość i ufność w Bożą pomoc. Pamiętajmy o tym w następnych dwóch miesiącach.

ks. Tomasz Łukaszuk SDB