Lazarus urodził się bez rozwiniętych nóg i rąk. Wrodzona wada nie przeszkadzała mu w rozwijaniu się i zdobywaniu wykształcenia. Jest jednym z uczniów szkoły sióstr salezjanek w Sudanie. Zebraliśmy 75 160 zł na operację i rehabilitację chłopca. Pierwsza operacja miała odbyć się na początku roku. Jednak przez zamieszki i napiętą sytuację w kraju, operacja została odwołana. Wtedy nie wyznaczono kolejnej daty. Czekaliśmy aż do 9 lipca. Tego dnia odbyła się pierwsza operacja, a dokładnie amputacja części nieużytecznych z lewej nogi. Lazarus dobrze zniósł znieczulenie i operację, czuje się dobrze.

 

Wiadomość od s. Teresy:

Nasz Lazarus we wtorek miał pierwszą operację — amputacje części nieużytecznych z lewej nogi. Czuje się wystarczająco dobrze. Doktor Samir to lekarz, który operował chłopca i będzie zajmował się nim do zakończenia całego leczenia. Poznał Lazarusa, gdy ten miał 40 dni. Doktor Samir jest znanym i bardzo dobrym chirurgiem dziecięcym. Studiował w Niemczech i wraca tam na szkolenia. Przed operacją Lazarusa, lekarz przyszedł do rodziców i zapytał o zgodę na amputację. Rodzice odpowiedzieli, że oczywiście, bo tyle czasu na to czekali. Doktor Samir wziął nóżkę Lazarusa i wyjaśnił, które jej części są nieużyteczne. Zapytał chłopca, czy zgadza się na ich usunięcie, bo chce, żeby chłopiec chodził. Lazarus uśmiechnął się i zgodził. Jak tylko chłopiec znalazł się na sali operacyjnej, to zadzwonił do nas jego tata. Wyobraźcie sobie pracownicy, nauczyciele, dzieci (mamy już rok szkolny) kto gdzie stał, każdy zaczął się modlić. To był niesamowity, wzruszający moment…..

Odwiedziliśmy Lazarusa w szpitalu. Przyjechali też nauczyciele, pracownicy i parę dzieci – jego przyjaciele z podwórka i szkoły.

W naszych sercach jest ogromna radość, że wielka podróż Lazarusa ku lepszej przyszłości już się zaczęła. Bardzo długo czekaliśmy i było wiele niepewności. Ale wspaniali ludzie z Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego, na czele z ks. Jackiem, dyrektorem zrobili wszystko, co było możliwe. W tak krótkim czasie uzbieraliście tak wielką sumę pieniędzy na ten cel: by nasz kochamy Lazarus mógł żyć i pracować jak inni. Często mówił do swojej mamy:

– Mamo kto mnie będzie nosił do szkoły, kiedy będę już musiał opuścić Dar Mariam School? Będę już za ciężki.

Byłam świadkiem tego. Mama odpowiadała mu:

– Nie martw się dziecko, Dobry Bóg po myśli o Tobie , nie opuści nas.

I patrzcie, tak się stało, nasz Lazarus jest otoczony Tyloma sercami. Otrzymuje wsparcie duchowe, fizycznie i materialnie, i to z mojej kochanej Ojczyzny. Kto wie, może kiedyś Lazarus przyleci osobiście, by złożyć SERDECZNE DZIĘKUJĘ dla Każdego z Was….