Misja w Bangladeszu działa od czterech lat. Potrzeb jest wiele. Ludzi, którzy oczekują pomocy jeszcze więcej. Trudno ich zliczyć, podać imiona, opowiedzieć historię każdego z osobna. Większość z nich nadaje się na scenariusz filmowy. Cuda przenikają do ich codzienności.

Rok 2012. Salezjanie postanawiają otworzyć drugą placówkę misyjną w Bangladeszu. Ksiądz Paweł, po ponad dwóch latach pracy w Utrail, wyrusza z księdzem Emilem do Lokhikul. 5 lutego rozpoczynają działalność. Początek nie jest łatwy. Stajnia to jedyne pomieszczenie, w którym można spokojnie przenocować. Tam zamieszkują misjonarze. Brakuje wszystkiego. Nie ma toalety i kuchni, po pomieszczeniach chodzą karaluchy i szczury. W powietrzu unosi się mocny zapach pasących się w okolicy krów. W wiosce nie ma prądu. Pomimo tych warunków misjonarzy zaskakuje podejście ludzi, którzy chętnie pomagają i wspierają przybyszów. W ich oczach widać życzliwość i szczerość. Mimo ubóstwa, w wiosce panuje przyjazna i rodzinna atmosfera.

Niemierzalna pomoc

Misjonarze starają się stworzyć miejsce, do którego mogą przychodzić wszyscy, szczególnie samotni i najbiedniejsi mieszkańcy. Budują skromną parafię, następnie świetlicę i inne budynki. Obecnie działa internat dla chłopców oraz drugi, dla dziewcząt. W styczniu 2016 roku została otwarta szkoła i przedszkole dla dzieci. Uczy się tam 80 uczniów. Do oratorium przychodzi 200 dzieci. Salezjanie organizują kursy tańca, lekcje gry na instrumentach muzycznych, douczanie z przedmiotów szkolnych, zajęcia sportowe.

Ograniczony dostęp do dobrych lekarzy, niedożywienie, brak podstawowej higieny i niedoleczone choroby są przyczyna wielu powikłań zdrowotnych. Ludzie, którzy nie mają pieniędzy na jedzenie, nie są w stanie pokryć kosztów leczenia. Wielu chorych szuka pomocy na misji salezjańskiej. Dlatego misjonarze otworzyli przychodnię zdrowia dla wszystkich, którzy potrzebują pomocy.

Zwyczajny cud

Ksiądz Paweł jest zawsze dostępny i otwarty na ludzi. Mieszkańcy wiedzą, że mogą go znaleźć na placówce misyjnej – w kościele, oratorium, szkole, przychodni zdrowia. Pewnego dnia był umówiony na zajęcia z chłopcami ze slumsów. Czekał na nich, ale nie przychodzili. Pojawiła się myśl, żeby sprawdzić, co się stało. Postanowił ich poszukać. Poszedł do domu Rikona, wszedł do środka i zobaczył jego mamę, która umierała. Dwie kobiety trzymały ją na rękach, a ona po prostu umierała. Trzęsła się, nikt nie wiedział, co robić. Byli bezsilni. Salezjanin wezwał rikszę. Kobietę zwieźli do szpitala, ale tam nie chcieli jej przyjąć z powodu zbyt ciężkiego stanu zdrowia. Nie dawali jej szans na przeżycie. Trafiła do prywatnej kliniki. Po trzech dniach wróciła do zdrowia: „Dla mnie to cud. Dlaczego? Nie odwiedzam nikogo bez zapowiedzi. A akurat wtedy coś mnie natchnęło, żeby poszukać chłopców w slumsach. Bardzo mnie to dotknęło” – opowiada ks. Paweł.

Rzeczywistość w  Lokhikul i filii w Joypurhat zmienia się na lepszą. Ludzie, którzy to widzą, widzą w tym działanie nadprzyrodzone, bo wszystko dzieje się tak szybko. Również niektórzy mieszkańcy mówią, że to cud. A na jakie cuda Ty czekasz? Adwent jest oczekiwaniem, może też być czasem na doświadczenie pierwszego, a może kolejnego cudu w Twoim życiu.

 Aktualne projekty w Bangladeszu